13.


Uwierzcie, lub nie, ale mój pracodawca sprawia, że czuję się jak w domu! Rządzą tu iście polskie prawa (szczególnie BHP), jedyne różnica, że przynajmniej kase dostajesz w miarę godną. Jasne, że 40h na tydzień, przy 5 pracujących dniach to nie jest wielka ilość, ale 35h pracujesz w imprezowym hałasie, na trzeźwo, próbując być miłą dla nawalonych tubylców. W najbliższy poniedziałek, najbardziej znienawidzona przeze mnie rzecz - bank holiday (długi łikend). Co oznacza, że od piątku od 19:00 do niedzieli robię 31h. Nie żeby to było nielegalne... Połowa rzeczy, jaką robimy, nie należy do naszych obowiązków, ale przyjęło się, że barmani się tym zajmują, więc nie komentujemy, nawet po kilku ostatnich wypadkach (jakim cudem nie przydarzyły się mnie?) gdy ktoś pośliznął się na schodach i skręcił kostkę, lub spuścił sobie na nogę zgrzewkę piwa w szklanych butelkach i ZŁAMAŁ kość dużego palca z przemieszczeniem... Odwiedziłam ostatnio straszne muzeum. Oczywiście nie straszne w polskim znaczeniu, zadbane, czyste, dostępne dla dzieci i niepełnosprawnych, pełne interaktywnych obiektów... Jednak, jako że jest to muzeum regionu, jest w nim... wszystko. Połączone z unikatowym zimowym ogrodem i sporym (jak na angielskie normy) parkiem, tworzy dość... ciekawą kompozycję. Można by się spodziewać, że stałe wystawy obejmą raczej przyrodę okolicy, ale gdzie tam! Historia, z budową statków i kopalniami, miesza się ze słynnymi (ponoć) wyrobami ze szkła i porcelany, żeby za chwilę zmienić się w upiorne pomieszczenie z "alive world", wypełnione wypachanymi, brzydkimi (!!) zwierzakami z całego świata (ja rozumiem, że dzieciak poza national geographic czy animal plant nie widział lwa na żywo, ale to coś bardziej przypominało pluszaka po praniu w wysokiej temperaturze...), do tego zagadka dla dzieci "funny bones" z mini czaszką małpki jako jednym z obiektów. Albo model domu (jak dla lalek), a pod nim około 10 różnych insektów i robali "dopasuj robaka do pomieszczenia w którym żyje". Dzięki temu wiesz co je resztki po twoim obiedzie lub kąpieli.... Szkoda tylko, że mali wyspiarze nie wyciągają wniosków w postaci sprzątania po sobie ;) Najgrosze jednak czekało mnie na końcu, "życie Sunderland'u", gdzie pokazano jak ludzie mieszkali, jedli i żyli od początku XX wieku. I dochodzimy do sedna - lata 40, 60 i 80 zestawiono z... 1999! Z komórką (i to wcale nie cegłą), persilem, kondomami dla kobiet i komputerem, zwykłym PCtem, który był 3 z kolei w mojej życiowej historii, na czele! Poza głęboki westchnięciem i cichym pogodzeniem się, że moje nastoletnie lata można oglądać w muzeum, nie mogłam nic zrobić ;) Oczywiście jest wiele miejsc, o tkórych niewiele osób wie, jeśli nie odwiedzało tego rejonu turystycznie. Np muzeum zabawek (swoją drogą ono było naprawdę, serio przerażające, hangar wypełniony zabawkami z przed lat. Ale to dlatego, że jakieś 20 lat temu pan założyciel uzbierał kilka pudeł zabawek, które naprawiał przy okazji reperacji samochodów i postanowił wraz z żoną zrobić jedną, małą wystawę. A że popularność przekroczyła wszelkie oczekiwania, rzucili wszystko i założyli muzeum, które utrzymują i którym opiekują się sami. Wielkie wow, na polskie realia, na brytyjskie raczej norma), czy niedostrzegalne elewacje budynków, klimatycznie zaułki. Zastanawiam się, czy kiedyś i ja będę taką samą ignorantką w Krakowie...? Na koniec garść nowych informacji o Polsce: [reakcja na moje przeziębienie z gorączką] To Polacy w ogóle chorują? To w Polsce nie mówi się po angielsku? Bo myślałem, że to tak jak z Australią, po prostu macie inne niektóre słowa... Jak to nie musicie mieć wizy pracowniczej?! Ahhh już nie mogę się doczekać "wakacji" :D

inuki 2011-08-25 11:48:20
skomentuj (0)